Popayan i Silvia-wioska mężczyzn w spódnicach (Kolumbia cz. 14)

Buenos,

Dziś przedostatnie zapiski z Kolumbii. A właściwie to krótka fotorelacja z Popayan i Silvi. Krótka, ponieważ wszystko poszło gładko i obeszło się bez przygód. Krótki, miły i przyjemny przystanek przed wizytą w deszczowym San Agustin.

Popayan to białe miasto z kolonialnymi domami. Niestety większość z nich została zniszczona podczas trzęsienia ziemi w 1983. Do dziś odbudowano całą starówkę, ale można nadal znaleźć ślady owego kataklizmu w kilku miejscach miasta. UNESCO przyznało Popayan tytuł „pierwszego miasta gastronomii”. Szukałam wrażeń tego typu. Bezowocnie.

Popayan na pewno jest miłym przystankiem przed wyjazdem do okolicznych archeologicznych perełek jak Tierradentro czy San Agustin. No może nie tak pobliskich, bo oddalonych o siedem godzin drogi autobusem. Ja wybrałam tą drugą miejscowość, ponieważ jest w drodze do Ekwadoru. Jednak dłużej niż dwie noce nie ma sensu tu zostawać jeśli widziało się inne kolumbijskie miasta.

Szyldy są dla mnie nie świetnym źródłem prawdziwego języka, ale też świetnym nośnikiem kultury i poczucia humoru. Klinika ciuchów wygrała!

_DSC0063


W moich wspomnieniach zostanie na pewno lama stojąca w kolejce do bankomatu. Albo do wypastowania kopytek.

_DSC0099

O jakieś dwie godziny drogi autobusem od Popayan znajduje się Silvia. Wioska jest zamieszkana głównie przez Indian Guambiano i jest znana z wtorkowego rynku, na którym to sprzedają własne produkty rolne. Indian Guambiano mieszkających w okolicach Slivi zostało jedynie około 20000. Nadal jednak mają swoje własne stroje (mężczyźni niebieskie spódniczki), własny język i zwyczaje religijne oparte na prawach przyrody. W Silvi byłam w środę, rynku nie widziałam, ale zależało mi żeby chociaż zobaczyć jak wygląda zwykły dzień w tej wiosce. Jak w każdej miejscowości  w Kolumbii najważniejszym miejscem jest plac przed kościołem. Tam można odpocząć, poplotkować, wypastować buty, spotkać znajomych. Wioska jest malutka, ale po krótkim spacerze stwierdziłam, że jest w niej wszystko. Kilka knajp, biblioteka, dwa kościoły, fryzjer, szeroki wybór lekarzy, apteka, szkoły, psia miejscówka, kancelarie prawne, sklepy i sklepo-dworzec, spod którego co chwila odchodzi autobus do Popayan. Indianie Guambiano nie życzą sobie robienia zdjęć. Były więc tylko strzały z biodra.

Po Popayan pojechałam do San Agustin, by konno odkrywać starożytne kultury. O tym w następnych zapiskach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.